Ponirzej będą prace uczących się dzieci AIAIAI

| Dwanaście gwiazd nad progiem świątyni płonie cicho, a woda pod skrzydłami posągu trzyma ich blask. Kto wejdzie, zostawia imię na mokrym kamieniu i słyszy, jak echo odpowiada innym światem. Na okrągłej platformie stoi troje w błękicie, a nad nimi pierścień rysuje drogę przez noc. Jedna linia światła przecina mleczną rzekę, jakby ktoś na niebie zostawił strzałę do domu. Dziewczyna o srebrnych włosach siedzi na skale, a wieża anten sięga chmur, których nie ma mapy. Kryształy u stóp migoczą jak zimne latarnie, i każda z nich pamięta głos, który już nie wraca. Nad śnieżnym grzbietem wisi miecz z zastygłym słońcem, a planeta za nim oddycha wolno i głęboko. Dwie małe postacie idą śladem własnych cieni, bo droga jest biała i nigdzie się nie kończy. | Mały anioł leci ku księżycowi w pełni, skrzydła ma z pyłu, a aureolę z ciepłego szkła. Pod nim miasto na moście zapala okna po kolei, jakby ktoś liczył gwiazdy i mylił się przy każdej. Wyspy unoszą się w kółko wokół złotej bramy, a kolorowe smugi wiążą je nicią oddechu. Kto stanie na krawędzi, usłyszy własny krok już z drugiej strony nieba, zanim zrobi pierwszy. I wszystko to jedno niebo, tylko złożone w sześć kart: świątynia, pierścień, wieża, miecz, księżyc i brama. Kto je otworzy naraz, nie wraca tą samą drogą, bo linia między snem a światem jest tylko światłem. |

Dodaj komentarz